Urządzenia bezpieczeństwa na jachcie flagowym S/Y Sistrum

Artykuł o wyposażeniu jachtu S/Y Sistrum i doświadczeniach kapitana Adama Jakubczaka na oceanie Atlantyckim, ukazał się w miesięczniku Żagle w 2018 roku

https://zagle.se.pl/akcesoria/lokalizator-komunikator-a-moze-ais-ktory-lepszy-aa-yYRa-zmBC-rWa3.html

Autorem artykułu jest Kapitan Adam Jakubczak

Wszystkie wymienione w artykule urządzenia nawigacyjne i komunikacyjne są na wyposażeniu naszego jachtu flagowego S/Y SISTRUM

 

Jako organizatorzy rejsów po dalekich wodach mamy niezbyt dobre doświadczenia w korzystaniu z telefonu satelitarnego – jest drogi, nie umożliwia lokalizacji i korzystamy z niego tylko w wyjątkowo trudnych sytuacjach. To główny powód, który skłonił nas do spróbowania tanich i ogólnie dostępnych komunikatorów oraz lokalizatorów satelitarnych. A ponieważ trafiliśmy ostatnio na wyjątkowo trudne warunki urządzenia te, wraz z pokładowym AIS-em, przeszły wymagający test, dzięki któremu dobrze poznaliśmy ich zalety i wady.

 

Silne, długoterminowe pogorszenie się pogody w styczniu tego roku na wiele dni uwięziło nas w marinie Mohamedia – jednym z portów północnoafrykańskiego wybrzeża Oceanu Atlantyckiego.

Pod koniec stycznia zdecydowaliśmy się na opuszczenie bezpiecznej przystani i ryzykowny rejs na południe na niebezpiecznym skraju niżu. Wtedy właśnie nasze urządzenia okazały się niezastąpione i niezbędne, a każde z nich w różny sposób nam się przydało, choć tylko precyzyjne dane z lądu i satelity pozwoliły nam na uniknięcie trudnych sytuacji. Oto dokładne porównanie i ocena ich przydatności.

 

Garmin inReach Explorer +

Po opłaceniu abonamentu Garmin działa globalnie w sieci 70 satelitów Iridium, a więc także w najdalej położonych miejscach na północy i południu, dając możliwość wysyłania i odbierania nieograniczonej ilość wiadomości sms na dowolne numery krajowe i zagraniczne. Opóźnienie przesłania wynosi przy tym około 2 – 5 minut. To wodoszczelne urządzenie może mieć wgrane mapy całego świata, podaje pozycję satelitarną, kurs i szybkość na wbudowanym wyświetlaczu oraz na mapie on-line, z dostępem dla wszystkich znających nasz login. Te dane Garmin zapamiętuje, a przez Bluetootha udostępnia je na jednym sparowanym smartfonie. Można też go obsługiwać z poziomu tegoż smartfona, co pozwala umieścić inReacha w zupełnie innym miejscu na jachcie. Jednak trzeba zapewnić mu widoczność przynajmniej 1/15 powierzchni nieba. InReach pozwala też natychmiast wezwać pomoc za pomocą systemu GEOS (International Emergency Response Coordination Center IERCC) na całym świecie, a ponieważ działa dwukierunkowo, niemal od razu wiadomo, czy wezwanie pomocy zostało odebrane. Pomoc będzie z nami w ciągłym kontakcie aż do czasu, gdy zagrożenie minie. Może być wykorzystywany także w terenie, gdzie podaje także wysokość nad poziom morza, a jego odporność na niską temperaturę sprawdziliśmy w styczniu na najwyższym szczycie Afryki Północnej.

 

Przy wsparciu osób przebywających na lądzie możemy na Garminie odbierać prognozy morskie, pozycje wyładowań atmosferycznych i w pełni komunikować się z portami. Jego akumulator, ładowany przez micro USB, pozwala na tylko kilkanaście godzin pracy, ale można wspomóc się power-bankiem, który u nas na jachcie ładował go w kilkadziesiąt minut.

Urządzenie kosztuje około 2190 zł, a za miesięczny, najwyższy abonament ze śledzeniem, nielimitowanymi wiadomościami i ubezpieczeniem trzeba zapłacić 250 – 300 zł. Abonament roczny kosztuje znacznie taniej. Najniższa aktywacja ze śledzeniem on-line i limitem kilkudziesięciu wiadomości, to tylko około 60 zł/miesięcznie. Szczegóły można znaleźć na stronie polskiego dystrybutora. Dla porównania sms w telefonie komórkowym kosztuje od 0,8 do 2 zł, minuta połączenia od 3 do 8 zł, a samo urządzenie od 2,5 do 4,5 tys. zł.

My tylko w jednym miesiącu na oceanie wymieniliśmy przez Garmina ponad 300 wiadomości tekstowych, co przy średnich cenach wiadomości z telefonu satelitarnego kosztowałoby nas około 550 zł. To urządzenie najlepiej sprawdziło się podczas rejsu i wyprawy w egzotyczne góry, oceniamy je najwyżej z całej trójki, szczególnie w odniesieniu do ceny.

 

SPOT Gen 3

Urządzenie jest dostępne na polskim rynku od kilku lat, ale nie zdobyło większej popularności. Operując w sieci 40 satelitów Globalstar, umożliwia wzywanie pomocy SOS lub poprzez system GEOS. Pozwala również na wezwanie pomocy nie ratującej życie (informujemy, że potrzebujemy pomocy, nie ratunku) oraz na wysyłanie powiadomień satelitarnych. SPOT Gen 3 ma szeroki zasięg, który nie obejmuje jednak okolic okołobiegunowych, i możliwość ciągłego śledzenia jego położenia on-line na mapach Google. Jednak, żeby skorzystać z tej funkcji na pokładzie jachtu, trzeba mieć dostęp do Internetu.

Autor: materiały firmowe

To najtańszy lokalizator będący jednocześnie komunikatorem satelitarnym, umożliwiający wysyłanie wiadomości np. do czekających na nas w porcie, aby powiadomić np. o opóźnieniach. Jakie to ważne wiedzą wszyscy, którzy kiedykolwiek czekali kilka dni bez wieści, kiedy ich najbliżsi w końcu dopłyną do celu. Wszystkie wiadomości trafiają do zdefiniowanej grupy adresatów 10 telefon lub 10 maili, przy czym liczba takich powiadomień jest ograniczona do kilkuset rocznie.

Urządzenie waży dwukrotnie mniej niż Garmin, a zasilane może być czterema bateriami AAA lub łączem micro USB. Bardzo dobrze radzi sobie z zasięgiem GPS – wystarczy już 1/25 widoczności nieba do prawidłowego funkcjonowania, a laminat jachtu praktycznie nie wpływa na wykrywanie satelitów.

Jednak SPOT Gen 3 działa jednokierunkowo, nie otrzymujemy więc na niego powiadomień, np. czy sygnał nadajnika jest odbierany. Z relacji i doświadczenia wiemy także, że dla bezpieczeństwa co 12 godzin należy go zrestartować. Dla użytkownika jest urządzeniem biernym, aż do wystąpienia sytuacji wymagającej pomocy lub powiadomienia odbiorców.

Dla osób na lądzie i osób kontrolujących bezpieczeństwo ten lokalizator-komunikator jest nieoceniony i sprawdza się bardzo dobrze. My wykorzystujemy go z powodzeniem od lat w wyprawach i rejsach, zapewniając wszystkim zainteresowanym świadomość bezpieczeństwa załogi i jachtu. Polecam go tym, którzy szukają uniwersalnego i niezbyt drogiego urządzenia – to kosztuje około 980 zł, a za jego roczną aktywację trzeba zapłacić około 100 – 150 dolarów.

 

AIS klasy B

Zadaniem Systemu Automatycznej Identyfikacji jest wzajemna identyfikacja pobliskich jednostek pływających, z podaniem nazwy, tonażu, kursu, prędkości itp. danych nawigacyjnych oraz powiadamianie o ryzyku kolizji z nim. AIS działa wyłącznie pomiędzy jednostkami wyposażonymi w ten system, obowiązkowy obecnie tylko na statkach konwencyjnych (podlegających konwencji SOLAS) o pojemności brutto ponad 300 GT, na statkach rybackich o długości powyżej 15 m, oraz wszystkich statkach pasażerskich. Jachty i małe łodzie rybackie nie muszą go mieć i niestety często nie mają.

Autor: materiały firmowe

AIS działa jako lokalizator na mapach on-line tylko w zasięgu urządzenia nadawczo-odbiorczego UKF i transponderów lądowych, na oceanie więc jacht z tym systemem jest niewidoczny. Na otwartych wodach działa specjalny, komercyjny S-AIS, w który wyposażone są tylko statki konwencyjne. AIS może przesyłać tylko komunikaty o niebezpieczeństwie przez radiowe łącza DSC (cyfrowe wywoływanie selektywne). Ponadto urządzenia tego typu były do tej pory przypisane do danej jednostki i dopiero niedawno pojawiły się możliwości przyporządkowania do użytkownika. U wybrzeży zachodnio-północnej Afryki w AIS wyposażonych było mniej niż 1 na 10 spotykanych jednostek rybackich, czyli nie mogliśmy liczyć na to, że ustrzeże nas przed kolizją. AIS jedynie ogranicza takie niebezpieczeństwo.

Dla mnie najważniejsza w AIS jest możliwość identyfikacji numeru MMSI i automatycznego wywołania statku za pomocą radia VHF. Poza Europą statki często ignorują wywołania małych jednostek, a dzięki AIS możemy poznać numer MMSI takiego statku i zmusić go do odpowiedzi na nasze wezwanie systemem DSC. Wezwania takie są obowiązkowo rejestrowane i trzeba na nie reagować.

Koszt AIS (odbiornik i nadajnik) wynosi od 3 do nawet 12 tysięcy zł, ale nie ma abonamentu i kosztów rejestracji rocznej. Jeśli mamy nadany numer stacji radiowej MMSI, co jednorazowo w Urzędzie Komunikacji Elektronicznej kosztuje kilkaset zł, to nie ma też żadnych innych opłat eksploatacji. Istnieje też tańszy, bierny AIS, będący tylko odbiornikiem, o którym inne statki nie dostają informacji.

 

 

Podsumowanie

Wszystkie oceniane urządzenia są niezwykle przydatne w codziennym użytkowaniu, łatwo dostępne i znacząco podwyższające bezpieczeństwo jachtu i załogi. Najlepiej oceniam Garmin inReach Explorer +, jest przydatny na morzu i lądzie, warto mieć go ze sobą w rejsie i podróży. Najtańszy jest SPOT 3 gen, też bardzo pożyteczny jako uniwersalny lokalizator i prosty komunikator. AIS-B to system wspierający bezpieczeństwo, jednak przy jego ograniczonym zasięgu działania powinien być wspierany systemami globalnymi.